Kiedy nadzieja gubi się gdzieś pomiędzy niezdecydowaniem a pewnością rodzi się coś w rodzaju strachu. Bycie ofiarą to stan umysłu. Zależy tylko ile masz mocy by walczyć. Jestem niezdecydowana w tym co robie i nie wiem czy prowadzi to do wyrażania siebie czy do kompletnej tragedii życiowej. Wydzieram resztki wspomnień z Twojego umysłu , staram się nie pokazywać uczuć. Dlaczego? Przeciesz to co czuje to nie tylko słabość, to pragnienie czegoś więcej niż sama sobie jestem w stanie zaoferować. Wielu z nas czuje że nie tak powinno się to kończyć. "Idę w złą strone" - mamy racje? Proszę powiedz czy dalej manipuluje mną strach. Moja własna filozofia życia. Nadeszły w końcu noce , a raczej poranki kiedy zasypiam, nie budzę się z przyśpieszonym tętnem i nerwowo zerkam na zegarek. Jak bardzo musimy tęsknić żeby w końcu ktoś zrozumiał jak bardzo nam czegoś brakuje. Zaszklone oczy tłumaczymy zmęczeniem , na wszystko jest pretekst. Czas zdziała dużo , nawet silne uczucia potrafią się zmienić. Ludzie będą odchodzić pozostawiając ból w postaci wspomnień. Potem długo nic , ciche dni , nadzieja że to nie to samo. Mówie o moich słabościach , ale z klasą. Wczoraj czułam ulge , a dziś znowu gram o wszystko. Chyba oczy mnie zdradziły , bo nie śmieją się jak dawniej. Czuje. Brak powietrza.