Tak to fakt - moja siła i największa słabość. Czujesz że coś zrobisz , i możesz stracić wszystko. Bez wyjątku , nawet jeżeli wydaje Ci się że to z Tobą zostanie mimo wszystko jednak odchodzi. Staje się czymś w rodzaju opoki , wiecznego edenu. Kiedy znika zaczynamy doceniać. W życiu jest tak że każdy umie narzekać. Ale ty przecież nie musisz. Zastanawiam się nie raz jak to jest dostać solidnie "sufitem" po głowie. Prawda jest jedna , trzymam ją w jednej garści. To że ludzie odchodzą i wracają - to będzie wiadome. Więc jeżeli poczujesz że ktoś powoli się oddala nie trzymaj go , nie ma sensu. Błędy. Zawsze to samo wytłumaczenie "każdy popełnia błędy- jestem jedynie człowiekiem" no tak. Ale paradoksem jest popełnianie tego samego , ciągnącego się za nami jak długi błędu. To tak jak słuchanie zdartej płyty , chcesz iść dalej ale coś jak demon powtarza dany fragment w koło. Cieszę się że wyjaśnienie przyszło z czasem . Człowiek w desperacji popełnia wiele rzeczy. Tylko czy zastanowisz się czy warto popełniać skrajności. Czy po prostu oddać się myślą. Pozwolić się im zniszczyć? - Nie sądzę. Najlepszym wyjściem jest akceptacja świata przedstawionego jakim jest nasze otoczenie. Wybaczać? -pojęcie względne. Ja rozumiem. Ty też zrozum. Czasem potrzeba jest czysta kartka prawda? ( tutaj uśmiech ) . Można też "JEBAĆ ŚWIAT" chociaż zastanawiam się czy większość społeczeństwa jednak to robi. Jebie mnie twoje zdanie aż tak że zastanawiam się czy sens się przed tobą przedstawiać. Co lubię , czego nie lubię - pozostanie moje, rozumiesz? TO TAK JAKBY WDEPNĄĆ W GÓWNO - BARDZIEJ ŚMIERDZI.
Dziś z Andzią się widziałam na chwilę pogadałyśmy. Śmiechu też trochę.
Podziękowania dla tych co przyczynili się do powrotu tutaj. To co stało się przez ostatni czas prawie pozbawiło mnie najcenniejszego daru od Boga. Biorąc pod uwagę to na czym się teraz znajduje stwierdzam że "nie sądziłam". Zraniło mnie , zraniłam ja. Ale oddech przeponowy i staje się jakoś prościej. Postanowienie mam - brnięcie w to nic nie da. Cieszę się z Ciebie Adam! Może wrócę i z tym samym uśmiechem przybije naszego 'fajfa' a może będzie inaczej.
Dziś z Andzią się widziałam na chwilę pogadałyśmy. Śmiechu też trochę.
Podziękowania dla tych co przyczynili się do powrotu tutaj. To co stało się przez ostatni czas prawie pozbawiło mnie najcenniejszego daru od Boga. Biorąc pod uwagę to na czym się teraz znajduje stwierdzam że "nie sądziłam". Zraniło mnie , zraniłam ja. Ale oddech przeponowy i staje się jakoś prościej. Postanowienie mam - brnięcie w to nic nie da. Cieszę się z Ciebie Adam! Może wrócę i z tym samym uśmiechem przybije naszego 'fajfa' a może będzie inaczej.