Co mi dały przekrwione oczy skoro i tak już nie chciałam nimi patrzeć , po co miałam dbać o cokolwiek skoro nic już nie było takie samo. Dlaczego stałam uparcie czekając na lek , przeciwbólowy. Nie widziałam nikogo na horyzoncie kto mógłby podać pomocną dłoń , jedyne co słyszałam to podmuch wiatru , tylko on nie wydawał się obcy. Co myśleć o tym wszystkim? I jak układać sobie życie by sprawiało wrażenie idealnego. Jak pogodzić ze sobą coś tak bardzo sprzecznego, docenić to co nie jest niczego warte. Zapomnieć jakie fałszywe obrazy szczęścia zostały mi podarowane , a teraz zostałam z nimi sama. Nawet nikt nie zapyta ile znaczą , ile niszczą mostów które staram się budować by przejść do stacji wiecznego szczęścia. Nawet nikt nie zapytał czy podmuch wiatru może stać się dobrym wspomnieniem, a zmarznięte ręce nie oznaczają tylko pory roku. Dla mnie to coś więcej niż kilka łez , pogubione słowa , ból. Nigdy nie stałam się tak odporna na wieczory kiedy nie pozostawało mi nic innego niż zostać w domu . Dziwnie dopatrując się drugiego dna , odebranej instrukcji na życie. Teraz jest inaczej , są wieczory pełne optymizmu , chodź pogadamy sobie o tym jaki głupi jest świat i jak bardzo mamy nadzieje na lepsze.Potem stwierdzimy że żyjemy tu i teraz , a czekanie na to aż ktoś odmieni nasz świat i zabierze nas stąd w pizdu - jest bezsensowne. Bo mamy przy sobie coś więcej niż matkę głupich , mamy siebie.Wejdźmy w świat naszych oczekiwań , przedstawmy liczbę próśb i popatrzmy na to jak się spełniają. Nigdy nie pozostaniemy tutaj zupełnie sami. Nawet przeciwko sobie zdziałamy wiele , złapiemy trochę farta i zamienimy się rolami już na zawsze , pójdziemy razem. A co powiem komuś kto nie będzie nas znał? Dobry wieczór , to my - ludzie dnia poprzedniego , modlący się o następny. Trupy na udawanym istnieniu ,wie Pan mówimy ciszą. Pytamy ,wiedząc wszystko. Do zobaczenia.
